WD-40 i samochód — duet nie do zdarcia.
Gdy zawias skrzypi rano przy garażu,
a śruba zapiekła się po starym bagażu,
wtedy wkracza bohater w niebieskiej puszce,
co daje drugie życie każdej metalowej duszce.
Psik! — i zamek już chodzi jak nowy,
Psik! — i pedal gazu znów gotowy.
Drzwi nie jęczą, maska lekko się poddaje,
a mechanik z uśmiechem tylko głową kiwa i wstaje.
WD-40 — przyjaciel warsztatu,
towarzysz kierowcy od świtu do zmroku.
Na zawias, na śrubę, na zardzewiały gwint,
tam gdzie problem był wielki — zostaje tylko sprint.
Gdy mróz złapie zamki o poranku zimowym,
on działa spokojnie, ruchem profesjonalnym.
Wyciszy skrzypienie, odgoni wilgoć z rana,
jak wierny kompan każdego fana sedana.
Na WF-ie mówili: „Liczy się współpraca!”,
więc auto z WD-40 tworzy duet jak praca i zabawa.
Jak dwójka przyjaciół w jednej drużynie,
co razem zwyciężają na każdej godzinie.
Bo samochód też czasem potrzebuje wsparcia,
nie tylko paliwa, lecz odrobiny smarcia.
I kiedy coś trzeszczy, stuka albo zgrzyta,
WD-40 cicho mówi: „Spokojnie… już po kłopotach, witaj!”
Więc niech w bagażniku zawsze miejsce ma puszka ta mała,
bo nieraz już kierowców z opresji wyrwała.
A każdy fan motoryzacji dobrze o tym wie —
że najlepsze naprawy zaczynają się od krótkiego „pssst!” WD.